Właśnie jadłem sobie pyszną kolację z rodziną gdy wpadli jacyś kolesie i wszystkich wzięli do niewoli tylko ja zdołałem uciec!!! Przyłączyłem się na angielski statek płynący na Karaiby gdy w ten jakiś zapyziały Perukowiec kopnął mnie w dupsko!!! Tego już było za wiele!!! AARRGGHH!!! Wybuchł bunt Captain Bezmózga Głowa celował do mnie z działa gdy walczyłem na maszcie. Wielkiego pojęcia o kanonierstwie to on nie miął więc szybko zjechałem po linie i kolesiowi dałem w japę! Po krótkiej radości zakotwiczyliśmy w jakimś Angielskim porcie na Karaibach. Poszedłem do tawerny a tam jakiś flądras dobierał się do kelnerki! Postanowiłem że kolesia nauczę trochę kultury. Gdy ten wyjął szpadę było jasne że nie obejdzie się bez bójki. Po krótkiej wymianie ciosów drapłem go mym rapierem prosto w jego odrażającą mordę i kopłem w bebechy tak że przeleciał przez barierkę i walnął plerami o dechy tawerny. ”Pomogłem” mu trochę się pozbierać i En Garde! Walcz dalej! Kapitan niestety dostał jeszcze pary razy w japę. Na koniec dostał ładnego headshota od uroczej kelnerki. Dzięki jej wdzięczności miałem zawsze najświeższe informacje o Hiszpanach. Po całym zajściu zatrudniłem trochę kamratów. I udałem się do jakiegoś szabrownika siedzącego w kąciku. Ten zaproponował mi kupno kawałka mapy za 400 szt. złota. Nie namyślając się długo kupiłem połówkę mapy i na razie dodałem do mego pirackiego archiwum. Gdy wyszedłem z tawerny nie wiedziałem gdzie się udać. Hmm do Gubernatora nie pójdę, więc wypływam! Gdy odrzuciliśmy cumy i nabraliśmy wiatru w żagle udaliśmy się na północ w okolice Santiago. Nagle wyłonił się Galeon!!! Ster prawo na burt!!! Ładować działa!!! Niestety on wystrzelił pierwszy zabijając 5 moich tym ostro wnerwiony. Załadowałem kartacze i zacząłem ostrzeliwać bydlaka z wszystkich stron. Nieruchawy Galeon nie miał szans z moim lekkim Slupem . Podszedłem więc do abordażu. Uderzenie było mocne i huk niesamowity! Wyciągałem swego rapiera i machłem Hiszpana prosto w jego gruby brzuch. Ten rozwścieczony usiłował odrąbać mi nogę swą szablą! Na szczęście odskoczyłem i wymierzyłem cios z góry którego się nie spodziewał! Dostawał raz za razem w reszcie uciekł pod schodkach na górny pokład. Użyłem leżącego na boku haku abordażowgo i posłałem grubasa w ocean. Łup był dość duży 1500 szt. złota i masa drogich towarów. Statek według moich przewidywań nie był drogi i istotnie gdy powróciliśmy do angielskiego miasta Port Royale o którym ludzie mówili „Przeklęty” dostałem za niego marne 300 szt. złota. Udałem się do tawerny zatrudniłem kamratów. Następnie odwiedziłem gubernatora który dał mi list kaperski zezwalający na plądrowanie, zatapianie Hiszpańskich statków. Po wyjściu od Gubernatora uświadomiłem sobie że zostałem angielskim korsarzem! Sprzedałem niepotrzebne towary i wio na morze! Zmieniłem swą flagę na tzw. ”Rogera” A na żaglach umieściłem czaszkę i skrzyżowane piszczele. Po 3 latach żeglowania i zdobycia rangi „Barona” wszyscy oprócz mnie kapitana stwierdzili że czas odpocząć od morza. Gdy zaczęli odchodzić ode mnie kamraci musiałem ulec i dać całej załodze 80% moich zysków. Po spędzeniu nudnych 6 miesięcy na lądzie wyruszyłem znowu tym razem z inną załogą pozostawiając tylko najlepszych ze starej. Nagle przypomniałem sobie o mapie skarbu którą niegdyś zakupiłem. Wyruszyłem wraz z kamratami na wschód od San Juan i odnalazłem miejsce w którym znajdował się skarb i szybko wyruszyłem na ląd by go odkopać. Po krótkich poszukiwaniach z mapą w ręku odkopaliśmy skrzynie a w niej ogromny skarb! Tym uradowani szybko popłynęliśmy dalej grabiąc tym razem Francuzów ale to już całkiem inna historia...
Kliknij na mały obrazek by powiększyc zdjęcie!!!


